Blog

Hiszpański dla dzieci – dlaczego warto zacząć wcześnie

Hiszpański dla dzieci – dlaczego warto zacząć wcześnie

Hiszpański dla dzieci? W Polsce wciąż brzmi to nieco egzotycznie – w przedszkolach króluje angielski, czasem pojawia się niemiecki. Tymczasem hiszpański to drugi najczęściej używany język ojczysty na świecie! Zastanawiasz się, czy warto wprowadzić go do życia Twojego dziecka (i jak to zrobić bez stresu, korepetycji, a nawet własnej znajomości języka)? Ten artykuł jest dla Ciebie.

Z tego artykułu zapamiętaj:

  • Hiszpańskim mówi około 600 milionów ludzi, a do 2050 będzie ich o 150 milionów więcej.
  • Mózg przedszkolaka jest stworzony do nauki języków – struktury neuronalne są wtedy najbardziej plastyczne.
  • Trzy języki naraz to żaden problem – badania są jednoznaczne: dzieci radzą sobie świetnie, a drugi język obcy wspiera naukę pierwszego.
  • Najlepsza nauka to taka, której dziecko nawet nie zauważa – bez testów i przymusu.

Nauka hiszpańskiego dla dzieci – dlaczego warto?

„Języki obce” dla większości rodziców oznaczają angielski. I słusznie! To lingua franca naszych czasów: język internetu, popkultury i międzynarodowego biznesu. Ale jest jeszcze wiele innych języków godnych uwagi – chociażby taki, który cicho pnie się w górę światowych rankingów i którym już mówi około 600 milionów ludzi. Hiszpański – bo o nim mowa – to:

  • drugi najczęściej używany język ojczysty na świecie (po mandaryńskim),
  • trzeci najczęściej używany język w internecie,
  • oficjalny język w 20 krajach – głównie w Ameryce Południowej i Środkowej.

Hiszpania i Ameryka Łacińska to oczywiste skojarzenia. Jednak co interesujące, prognozy wskazują, że do 2050 roku państwem z największą hiszpańskojęzyczną populacją na świecie będą Stany Zjednoczone. Żeby to osiągnąć, muszą wyprzedzić Meksyk – i są na dobrej drodze.

Co to oznacza dla polskiego przedszkolaka? Że nauka hiszpańskiego dla dzieci wcale nie musi oznaczać fanaberii rodziców zafascynowanych flamenco. To po prostu otwarcie kolejnych drzwi – takich, które znacznie łatwiej otworzyć teraz, kiedy dziecięcy mózg jeszcze chłonie języki jak gąbka. Co więcej, według prognoz za dwadzieścia lat te drzwi będą prowadzić do 750 milionów potencjalnych rozmówców.

Problem z dostępnością hiszpańskiego (i jak go rozwiązaliśmy)

Jest jednak pewien haczyk. O ile angielski otacza nas zewsząd – w piosenkach, filmach, grach, aplikacjach, na opakowaniach płatków śniadaniowych – o tyle z hiszpańskim jest nieco trudniej. Polskojęzycznych materiałów do nauki hiszpańskiego dla dzieci jest jak na lekarstwo.

Właśnie dlatego stworzyliśmy „Moje pierwsze 500 słów”. To książka i aplikacja do nauki hiszpańskiego (i nie tylko) w jednym pakiecie. Dlaczego „i nie tylko”? Bo to zestaw, który wprowadza dzieci w świat trzech języków jednocześnie:

  • polskiego,
  • angielskiego,
  • hiszpańskiego.

W książce znalazło się ponad pięćset słów pogrupowanych tematycznie – rzeczowniki, czasowniki, przymiotniki – zilustrowanych kolażami, które można oglądać w nieskończoność (działa też na dorosłych, sprawdziliśmy).

Ale sama książka to dopiero połowa. W towarzyszącej jej aplikacji My First 500 Words dzieci mogą odsłuchiwać nagrania wymowy. I tu dochodzimy do bardzo ważnego aspektu: wszystkie słowa, także hiszpańskie, zostały w niej nagrane przez native speakerów – nie przez Polaka, który „całkiem nieźle mówi po hiszpańsku”, nie przez syntezator mowy, tylko przez osobę, dla której hiszpański jest językiem ojczystym. Dlaczego to takie ważne? Bo w nauce języka obcego – szczególnie u małych dzieci – chodzi przede wszystkim o słuch… ale o tym więcej już za chwilę.

Hiszpański dla przedszkolaków – czy to nie za wcześnie?

Martwisz się, że Twoje dziecko jest za małe na naukę języka obcego? Właściwie to jest dokładnie odwrotnie: to idealny moment. Mózg przedszkolaka jest „zaprojektowany” do przyswajania języków. Struktury neuronalne odpowiedzialne za naukę języka są w tym wieku najbardziej plastyczne. Potem ta plastyczność spada – stopniowo, ale nieuchronnie.

Od urodzenia do około szóstego miesiąca życia niemowlę jest w stanie rozróżniać fonemy występujące we wszystkich językach świata. Potem mózg zaczyna się specjalizować i koncentrować na dźwiękach ojczystego języka. Między piątym a siódmym rokiem życia system fonetyczny się ustala, a nowe języki dziecko zaczyna słyszeć przez filtr polszczyzny. W żaden sposób nie blokuje to nauki języka, ale wymowa na poziomie zbliżonym do native speakera będzie już znacznie trudniejsza do osiągnięcia.

Dziecko nie uczy się języka tak, jak (z lepszym lub gorszym skutkiem) często próbują dorośli: przez tabelki i mozolne ćwiczenia. Ono język po prostu wchłania. To trochę jak z chodzeniem: nikt nie tłumaczy maluchowi biomechaniki kroku. On po prostu wstaje i idzie. Z językiem jest podobnie – pod warunkiem, że dziecko ma z tym językiem kontakt.

Hiszpański dla przedszkolaków nie oznacza więc konieczności siadania z dzieckiem do podręcznika. To raczej stworzenie środowiska, w którym hiszpański po prostu jest – w piosenkach, w słowach opisujących codzienne przedmioty, w zabawach. Mózg w wieku trzech, czterech czy pięciu lat przede wszystkim potrzebuje ekspozycji na językowe bodźce. Resztę robi sam!

A co jeśli w Twoim domu nikt nie mówi po hiszpańsku? To nie problem. Wymowa jest ważna – dlatego właśnie nagrania native speakerów mają znaczenie. Ale Twoja rola nie polega na tym, żeby udawać Hiszpana, tylko żeby stworzyć dziecku okazję do kontaktu z językiem. A jeśli przy okazji Twoje próby wymowy wyjdą z wyraźnie polskim akcentem? Nic się nie stanie. Dziecko i tak zapamięta wersję z nagrania – Twoja służy do wspólnej zabawy (i nauki), nie do tworzenia wzorca wymowy.

A co jeśli już uczymy angielskiego?

To chyba najczęstsze pytanie, jakie słyszymy od rodziców: czy od nauki więcej niż jednego języka dziecku nie „pomiesza się w głowie”?

Najkrótsza odpowiedź brzmi: nie, nie pomiesza się.

Dłuższa odpowiedź: dzieci doskonale radzą sobie z przyswajaniem kilku języków jednocześnie – pod warunkiem że każdy z nich jest prezentowany konsekwentnie i w naturalnych kontekstach. Badania nad dwujęzycznością (a właściwie wielojęzycznością, bo przecież doliczyć trzeba jeszcze polski) są w tej kwestii jednoznaczne.

Co więcej, nauka drugiego języka obcego może wspierać naukę pierwszego. Dziecko, które poznaje hiszpańskie „gato” obok angielskiego „cat” i polskiego „kot”, zaczyna intuicyjnie rozumieć, że język to system umownych oznaczeń, a ta sama rzeczywistość może być nazywana na różne sposoby.

Oczywiście, na początku mogą zdarzać się momenty „mieszania” – dziecko wplecie angielskie słowo w polskie zdanie albo użyje hiszpańskiego określenia, bo akurat lepiej je pamięta. To normalne i przejściowe. Mózg sortuje informacje i z czasem tworzy oddzielne „szufladki” dla każdego języka – badacze określają to jako code-switching.

Nauka hiszpańskiego bez przymusu

Metoda, którą stosujemy w „Moje pierwsze 500 słów”, opiera się na trzech prostych zasadach.

Po pierwsze – dbamy o ekspozycję na prawdziwy język. Nagrania native speakerki oznaczają, że dziecko słyszy hiszpański w jego autentycznej, źródłowej formie. O tym, dlaczego jest to dość ważne, było już wyżej.

Po drugie – proponujemy wielokanałowe uczenie się. Dziecko widzi ilustrację, słyszy słowo, może je powtórzyć, a potem odnaleźć w świecie rzeczywistym. Angażujemy wzrok, słuch i działanie – to sprawia, że informacja zapisuje się głębiej.

Po trzecie – wierzymy w brak przymusu i atrakcyjność formy. „Moje pierwsze 500 słów” nie jest podręcznikiem (i nie aspiruje, by nim być). To książka, którą można (z przyjemnością!) oglądać i aplikacja, którą można uruchomić. No właśnie: można. Dzieci uczą się najskuteczniej wtedy, gdy nawet nie wiedzą, że się uczą.

Na koniec: po co właściwie ten hiszpański?

Moglibyśmy w kółko powtarzać statystyki, prognozy i globalne trendy. Moglibyśmy przywoływać badania o korzyściach wielojęzyczności dla rozwoju poznawczego, funkcji wykonawczych i plastyczności mózgu. Ale jest coś jeszcze.

Każdy język daje dostęp do innego sposobu myślenia, innej kultury, innego doświadczania świata. Hiszpański otwiera drzwi do dwudziestu krajów – od Patagonii po Karaiby, od Madrytu po Mexico City – i do rozmów z pół miliardem ludzi, którzy widzą świat trochę inaczej. To dostęp do rzeczywistości Borgesa, Garcíi Marqueza czy Almodóvara.

Nauka nowego języka nie ogranicza się do tego, że kiedyś „przyda się w pracy”. (Chociaż pewnie się przyda.) To kwestia bogactwa: doświadczeń, możliwości, perspektyw. A najlepszy moment, żeby to bogactwo zacząć budować, jest właśnie teraz, kiedy mózg Twojego dziecka jest najbardziej chłonny, a nauka nie jest jeszcze obowiązkiem. Hiszpański może być po prostu kolejną ciekawą rzeczą – w świecie pełnym ciekawych rzeczy!

Aplikacja i książka Moje pierwsze 500 słów

Czy wiesz, że nauka języków może być dziecinnie prosta? Odkryj książkę Moje pierwsze 500 słów, która wprowadzi Twoje dziecko w świat języka angielskiego, polskiego oraz hiszpańskiego w sposób kreatywny i angażujący. Zawiera ponad 500 słów, pogrupowanych w tematyczne kategorie, które ułatwiają naukę.

Menu

Twój koszyk

Nie ma produktów w Twoim koszyku

Zaloguj się