Blog

Legenda o bazyliszku – tekst

Legenda o bazyliszku – tekst

Bazyliszek to stwór, który od starożytności spędzał Europejczykom sen z powiek. Według Pliniusza Starszego był małym wężem z Afryki, którego oddech wysuszał rośliny, a spojrzenie kruszyło skały. W średniowieczu urósł do rangi potwora wykluwającego się z jaja koguta (tak!) wysiadywanego przez ropuchę bądź jaja węża wysiadywanego przez koguta… albo na odwrót. Właśnie takie, kogucio-wężowe wersje trafiły do polskiego folkloru.

W 1587 roku w piwnicy opuszczonej kamienicy na warszawskim Starym Mieście doszło do tragedii: w niewyjaśnionych okolicznościach zginęły trzy osoby. Ówczesny lekarz królewski orzekł, że winowajcą jest właśnie bazyliszek. Władze wysłały do podziemi śmiałka w zbroi okrytej lustrami – bo według wierzeń stwór ten ginie od własnego odbicia. Historia trafiła do łacińskich traktatów, potem do legend, a w 1925 roku Artur Oppman nadał jej formę, którą najlepiej kojarzymy do dziś.

Legenda o bazyliszku dla dzieci

Czy nieco straszną legendę o bazyliszku można opowiedzieć dzieciom tak, by zachować odrobinę dreszczyku, a jednocześnie nie zamienić jej w koszmar? Oczywiście! Właśnie to zrobiliśmy w naszej wersji.

Czytając wariant pomelody możecie porównywać go z innymi – a krąży ich co najmniej kilka. W najstarszej relacji bazyliszek przerażał trującym oddechem; motyw zamiany w kamień pojawił się później. Bohaterem pokonującym stwora bywa więzień, szewczyk, krawczyk, a w wersji Wandy Chotomskiej – dziewczyna Magda. Akcja zazwyczaj rozgrywa się w piwnicach przy ulicy Krzywe Koło, tuż obok Rynku Starego Miasta – choć dziś Kamienica Pod Bazyliszkiem nazywamy budynek przy samym Rynku.

Opowieść o tym, jak spryt i lustro pokonały bazyliszka, czeka na Was poniżej – a w aplikacji pomelody także z muzyką i efektami dźwiękowymi.

Legenda o bazyliszku – tekst utworu

Historia ta wydarzyła się dawno, dawno temu w Warszawie. Nie mieszkali tam wtedy jeszcze królowie, ale miasto prężnie się rozwijało. W nowo budowanych kamiennych domach przy rynku zamieszkiwali mieszczanie, kupcy i rzemieślnicy. Wąskie uliczki tętniły życiem od rana do nocy i zawsze było tu słychać stukot końskich kopyt o bruk czy skrzypienie kół wozów wypełnionych najróżniejszymi towarami. Miasto codzień odwiedzali wędrowni rycerze, sprzedawcy cudów z drugiego końca świata, muzykanci i kuglarze. Dzieci często pomagały rodzicom w pracy, ale kiedy miały trochę wolnego czasu, chętnie chodziły oglądać ulicznych artystów albo wałęsały się całymi gromadami po placach i uliczkach. 

 

Rodzice jednak zawsze przestrzegali je przed zbliżaniem się do pewnej starej kamienicy. Wieść niosła, że w lochach przy ulicy Krzywe Koło mieszka Bazyliszek. Stworzenie to było niezwykle rzadkie, bo wykluwało się z jaja złożonego przez koguta i wysiadywanego kilka lat przez węża. Stąd potwór w połowie przypominał gada, a w połowie ptaka. Miał dziób jak orzeł, ogon jak krokodyl, łapy zakończone szponami i skrzydła, z których jednak nie korzystał, bo nie opuszczał on nigdy swojej piwnicy. Najstraszniejsze były jednak oczy Bazyliszka. Każdy, kto w nie, natychmiast zamieniał się w kamień…

Wśród dzieci krążyła jednak jeszcze jedna historia – że w tej kamienicy przy Krzywym Kole jest ukryty skarb. Komu uda się pokonać potwora, ten zdobędzie bogactwo na całe życie i już nigdy nie będzie musiał się o nic martwić.

Pewnego dnia na rynku odbywał się jarmark. Grupa chłopców i dziewczynek spotkała się, żeby obejrzeć występ kuglarzy. Ludzie wrzucali pieniądze do skrzynki, a artyści wykonywali akrobacje i żonglowali płonącymi pochodniami. Dzieciom jednak najbardziej podobał się tańczący niedźwiedź. Gdy skończył się pokaz, chcieli go zobaczyć jeszcze raz, jednak żadne z nich nie miało pieniędzy, żeby zapłacić. Wtedy odezwał się najstarszy z chłopców, Jędrek.

– Gdybyśmy tak mieli choć parę srebrnych monet… Moglibyśmy oglądać występy i do wieczora. I jeszcze najeść się tych pyszności, które sprzedają w sąsiednich kramach. Nie zjedlibyście pieczonego prosiaka albo kaszy ze skwarkami i kwaśnym mlekiem?

Na te słowa wszystkim zaburczało w brzuchu, bo od rana zjedli tylko po kromce czerstwego chleba.

– Ale skąd mielibyśmy wziąć na to pieniądze? – zapytał mały Maciuś.

– Podobno jest skarb w lochu na Krzywym Kole… – zaczął starszy chłopak.

– Jędrek, bój się Boga! Przecież tam mieszka Bazyliszek! – przerwała mu Marysia, najstarsza z dziewczynek. 

– Nikt go przecież nigdy nie widział. Wszyscy boją się tam wchodzić – odparł Jędrek. – Może to tylko bujda. Co nam zaszkodzi sprawdzić? Zajrzymy tylko, jak coś to szybko uciekniemy. Nie zobaczy nas – ciągnął coraz bardziej podekscytowany swoim pomysłem chłopak. – Kto idzie ze mną, co? Tylko zerkniemy!

Część dzieci tak bardzo bała się Bazyliszka, że uciekła na pierwszą wzmiankę o potworze. Został tylko Maciuś. Choć miał dopiero 5 lat, tak bardzo uwielbiał Jędrka, że był gotowy pójść za nim na koniec świata. Została też Zosia, starsza siostra Maćka. Ona też bała się bardzo, ale wizja porządnego obiadu jednak wygrała.

– Zwariowaliście! – prychnęła Marysia, jednak nie ruszyła się z miejsca. Czuła, że ta awantura może się źle skończyć i powinna iść z nimi.

 

Ruszyli więc we czwórkę w stronę cieszącej się złą sławą kamienicy. Na ulicy było pusto, cicho i spokojnie. Nikt tędy nie chodził, bo wszyscy bali się Bazyliszka. Przyjaciele zbliżyli się do wejścia. W bramie było ciemno i wilgotno, wejście do piwnicy ledwie można było dojrzeć w murze. Dzieci poczuły, że po plecach przechodzą im ciarki. Maciek, Zosia i Marysia chcieli się wycofać, ale Jędrek już był na prowadzących w dół schodach.

 

– Widzę tam jakieś słabe światło – szepnął w ich kierunku – to na pewno złoto błyszczy.

 

Dziewczynki poczuły, że drżą ze strachu, ale wmówiły sobie, że to z zimna i wilgoci. Kiedy one zastanawiały się, co robić dalej, mały Maciuś skoczył za Jędrkiem na schody. Zosia niewiele myśląc ruszyła za bratem, a na końcu także Marysia, która bała się chyba najbardziej ze wszystkich. Nie odważyła się zejść na sam dół, przykucnęła więc kilka schodków wyżej i z ukrycia obserwowała rozwój sytuacji.

 

Oczom dzieci ukazały się wielkie okute żelazem drzwi, a ze szpary pod nimi promieniował złoty blask. Jędrek, zakradł się cicho i, niewiele myśląc uchylił wrota i… zamarł. Przestał się ruszać. Trzymający go za pasek Maciuś poczuł, że jego kolega zamienił się w kamień! Razem z siostrą byli teraz schowani za kamiennym posągiem w kształcie Jędrka. Nie mogli wrócić na schody, bo musieliby wyjść z ukrycia i narazić się na śmiercionośne spojrzenie Bazyliszka. Choć drżeli z przerażenia – siedzieli mocno przytuleni do siebie, cichutko jak myszki pod miotłą. 

 

Marysia natomiast nie zastanawiając się ani chwili, ruszyła po schodach w górę, wchodząc po 2 stopnie. 

 

– Muszę coś zrobić – myślała. – Ale co? Nikt nie umie pokonać Bazyliszka…

 

Wybiegła z kamienicy i popędziła w stronę rynku, chcąc sprowadzić pomoc. Gdy znalazła się w tłumie zaczęła krzyczeć. 

 

– Pomocy! Maciuś i Zosia są uwięzieni w lochu Bazyliszka! Ludzie, musimy coś zrobić! Przerażającą wiadomość przekazywano sobie z ust do ust i wkrótce wieści obiegły całe miasto. Ludzie zaczęli gromadzić się na Krzywym Kole, nikt jednak nie miał pomysłu, jak pokonać potwora i uwolnić dzieci.

Marysia przemierzała Rynek w poszukiwaniu pomocy. Biegała między jarmarcznymi kramami, zahaczając o glinane garnki i zaplątując się w lniane prześcieradła. Nagle zderzyła się z kimś i aż krzyknęła z zaskoczenia. Kiedy zrobiła pół kroku w tył, spostrzegła, że wpadła na… własne odbicie w lustrze! I wtedy zrozumiała – Bazyliszka można pokonać tylko jego własną bronią! Nie pytając sprzedawcy o zgodę, chwyciła największe lustro, jakie była w stanie unieść i popędziła na Krzywe Koło. Przecisnęła się przez zebrany na ulicy tłum i weszła w bramę kamienicy.

 

– Dziecko, zwariowałaś! Przecież i ciebie w kamień zmieni! – krzyczeli ludzie. 

– Co ta dziewczyna wyprawia… Chyba coś jej się pomieszało… zamiast miecza chce walczyć z Bazyliszkiem kawałkami szkła czy jak? – szeptano w tłumie.

 

A Marysia schodziła już po schodach – ostrożnie, żeby nie rozbić lustra. Gdy była prawie na samym dole, tak, że widziała już uchylone drzwi, zasłoniła się cała lustrem i zeszła jeszcze kilka stopni. Ręce jej drżały, a nogi uginały się ze strachu, gdy stała przed wejściem do siedziby potwora. Jednak wtedy zobaczyła patrzących na nią z nadzieją Maciusia i Zosię. Zamknęła oczy i zrobiła krok, stając w drzwiach. 

 

Nagle rozległ się potężny ryk! A zaraz po nim – głucha cisza. Marysia stała zasłonięta lustrem i nie potrafiła otworzyć oczu. Za moment w piwnicy rozległ się inny dźwięk – pękających kamieni. A jeszcze chwilę później – radosne okrzyki i śmiechy ludzi. Ktoś dotknął ramienia dziewczyny. To był Jędrek! Marysia otworzyła oczy i zobaczyła twarz przyjaciela. Zosia i Maciuś podbiegli do niej i wszyscy we czwórkę przytulili się do siebie. Tajemniczą komnatę opuszczali odczarowani rycerze i śmiałkowie, a pośrodku stał kamienny posąg Bazyliszka. Skarbu jednak nigdzie nie było widać…

 

– Przepraszam, to moja wina – wybąkał zawstydzony Jędrek. – Gdyby nie ty, Marysiu, pewnie zostałbym tu na zawsze. Dziękuję!

 

– Ważne, że jesteśmy cali! Wszyscy popełniliśmy głupstwo, w końcu przyszliśmy tu za Tobą. Następnym razem spróbujmy się cieszyć tym co mamy. Przecież mamy siebie, a to już coś, prawda?

 

Kiedy dzieci opuściły loch, na ulicy przywitał ich wiwatujący tłum. Każdy chciał uściskać i pogratulować pogromcom Bazyliszka. Na ich cześć wyprawiono wielką ucztę na rynku. Do późnej nocy trwały tańce, śpiewy i występy ulicznych artystów. A dzieci w końcu najadły się do syta. 

 

Marysia za uwolnienie Warszawy od potwora otrzymała od władz miasta worek złota, którym natychmiast podzieliła się z przyjaciółmi. Każdy chciał usłyszeć o ich przygodzie i wiele razy jeszcze musieli opowiadać, jak Marysia pokonała Bazyliszka. Opowieść podchwycili wędrowni aktorzy i tak legenda obiegła cały świat. 

 

Legendy polskie. Komiks – trzy historie w jednym tomie

Smok wawelski, Bazyliszek, Wars i Sawa – w jednym komiksie zebraliśmy trzy legendy, które od pokoleń kształtują polską wyobraźnię! Zamknęliśmy je w twardej oprawie, na niespełna 100 stronach, z ilustracjami przywołującymi klimat klasycznych komiksów, ale... z nutą współczesnego humoru.

Menu

Twój koszyk

Nie ma produktów w Twoim koszyku

Zaloguj się